Mój kolega Misza, któregoś dnia zadzwonił do mnie i poprosił mnie o konsultacje w sprawie ewentualnej budowy pojazdu pancernego ADGZ. Po spotkaniu ustaliliśmy, że przygotuje kosztorys, plan prac oraz określę termin realizacji takiego wyzwania. Misza od jakiegoś czasu był zaangażowany w zorganizowanie inscenizacji pod Pocztą Polską w Gdańsku, gdzie dwa takie pojazdy atakowały Pocztowców.
Po zebraniu wszystkich informacji z
ostałem poproszony na spotkanie z Dyrektorem Mariuszem Lewandowskim do Muzeum Historycznego Miasta Gdańsk, gdzie miałem przedłożyć ofertę. Przedstawiłem projekt a także fakty, że jest to duże, 14 tonowe dzieło, które trzeba gdzieś trzymać, trzeba o to dbać i nie jest tani w budowie. Pojazdy ADGZ używane w Kampanii Wrześniowej przez Niemców, były budowane na podwoziach Steyera i były jednymi z bardziej skomplikowanych konstrukcji niemieckich. Na sam koniec rozmowy zasugerowałem, że Pocztę Polską w Gdańsku ostrzeliwały także małe 400 kilogramowe działka. Takie działko zawsze chciałem zbudować a na pewno będzie tańsze, mniejsze i łatwiejsze w ekspozycji. Kilka miesięcy później dostałem telefon w sprawie zlecenia budowy takiego działka.
Podpisaliśmy stosowne umowy i należało rozpocząć prace. Mój mały warsztat był jeszcze zajęty Czapajewem, którego kończyłem dla kolegi. Nie przeszkadzało to w zebraniu materiałów a także rozpoczęciu prac projektowych. Na forum strony internetowej “Odkrywcy”, pod ksywką misio3 otworzyłem temat o tej armatce – gdzie w ciągu kilku tygodni napłynął całkiem spory materiał. Ponadto miałem dostęp do kilku oryginalnych części w tym ogona i fragmentu płyt pancernych skąd pozyskiwałem wymiary. Resztę symulowałem intuicyjnie i z pomocą komputera.
Oryginalna armatka Le.I.G-18, stoi w Muzeum Oręża w Kołobrzegu. Co prawda jest uszkodzona i niekompletna – ale jest bezcennym materiałem źródłowym do takich prac. Nie skorzystałem z tej pomocy, pomimo zgody Dyrektora Tego Muzeum, ponieważ okazało się, że wystarczyły mi moje informacje.
Prace projektowe , to wieczory i nocki spędzone przed komputerem. Aby sobie ułatwić pracę dokupiłem drugi monitor i kartę graficzną “dual” a także drukarkę. Na jednym zdjęcia a na drugim nanoszenie i symulowanie brakujących nitów, zawiasów, ruchu elementów itd.. Nie jestem zwolennikiem pracy na czas, bo takie wyzwanie to nie “wyścig” kto zrobi pierwszy., dlatego założyłem termin 7 do 9 miesięcy na realizację takiego zlecenia.
W kwietniu 2008 roku wyciąłem pierwsze blachy pod część ogonową. Kolega Filip z TGRH przez kilka dni pomagał mi w trasowaniu. Z Niemiec sprowadziłem zagławiacze do nitów i przez kilka tygodni zgłębiałem ten zapomniany fach. Jacek ze Świerczyny załatwił mi kątowniki “na miarę” a ja stukałem młotem w setnego nita.
Prace posuwały się mozolnie i czasem siadałem przerażony – w co ja się wpakowałem !. Każdy zawias, mocowanie, zaczep, zatrzask – wszystko trzeba było tworzyć od podstaw. Równolegle robiłem rozpoznanie co do kół. Ponieważ zamówiony model był wzorem z przed 1932 roku – należało koła wykonać z drewna. Kontaktowałem się z wieloma kołodziejami – ale to cena była zabójcza albo nie dało rady zamówić innego koła jak z “sztancy” wytwórcy. Podjąłem decyzję, że sam je zrobię. Zakupiłem materiał i podocinałem dzwony i szprychy. Wytoczyłem piasty i odebrałem z kalibrowania obręcze. Jak już wszystko miałem gotowe do pracy poznałem Sławka Handke z Gostynia, który zawodowo robi takie rzeczy – i odpowiedział mi słowami “nie widzę problemu …”. Ale i tak postanowiłem zaryzykować swój wyrób – i wyszło !.
Replika lufy – to było wyzwanie !. Poza tym, że miało wyglądać jak na zdjęciach, miała też się podnosić – z racji, że zamek jest tzw. dubeltowy. Nie mam takich maszyn więc ten element wykonał mój dobry przyjaciel – Przemek Kuczkowski z firmy Allmetal z Sopotu. Mój projekt lufy składał się z 3 elementów na stałe łączonych. Przemek zaproponował wcisk po rozgrzaniu materiału ale przebarwienia od temperatury nie wchodziły w grę ! – detale złożono kurcząc je w ciekłym azocie.
Ponieważ nie zmieścił bym się w terminie – poprosiłem Dyrektora Lewandowskiego o zapas czasu 30 dni – a Ten przychylił się nawet do 40. Po inspekcji prac podpisaliśmy stosowny aneks do umowy a ja “sprężałem pośladki”. Wszystko się udało pomyślnie. Replika działka Le.IG-18 wylądowała na czas w Muzeum a ja dzisiaj jestem dumny, że cieszy ona oko odwiedzających.
Nie każdy ma możliwość wykonania i zaprezentowania swojej pracy w Muzeum. To dla mnie zaszczyt i wielka nobilitacja. Z tego miejsca dziękuję Dyrektorowi Mariuszowi Lewandowskiemu za okazane mi zaufanie przy zleceniu tej pracy – jest to szczególne wyróżnienie dla początkującego rzemieślnika.
Na dzień dzisiejszy armatka sobie stoi w Muzeum a ja postanowiłem, że nie spocznę na tej jednej. Sławek z Gostynia na moja prośbę wykonał dla mnie dwa komplety kół drewnianych. Nie będę ćwiczył tematu na jakim się nie znam a ma to być solidne. Koła od Sławka, wykonane techniką i doświadczeniem rzemiosła kołodziejskiego z najwyższej półki w kraju stoją i czekają z niecierpliwością na resztę. Wykonam dwie armaty wczesnego wzoru – na kołach drewnianych z możliwością przekładki na koła stalowe z amortyzatorami. Ostatnie moje odkrycie mnie trochu zaniepokoiło – lawety wczesnych armat, tych na kołach drewnianych miały system resorowania osi !. Późniejsze lawety nie miały tego systemu. Ponadto były dwa różne rozwiązania hamulca ręcznego przesuwu poprzecznego działa. Zatem swobodne przekładanie kół drewnianych na stalowe – nie koniecznie było uniwersalnym rozwiązaniem. Jak człek zgłębia temat to coraz więcej poprawek i wiedzy dochodzi !. Z jednej strony niepokojące – bo wiele trzeba korygować w projektach a z drugiej strony – cieszy, bo będzie jeszcze wierniej odtworzona !.
W tych pracach wiele pozmieniam. np. prościej wykonam replikę lufy, replikę systemu podnoszenia łoża lufy oraz poziomego przesuwu armaty a także wiele innych elementów i zespołów na co właśnie pozwoliło mi doświadczenie przy pierwszej pracy i nowe zbiory danych. Nie za bardzo lubię pisać co zrobię lub co chciałbym zrobić bo bezpieczniej jest pisać o wykonanych rzeczach niż o czymś co potem z jakiegokolwiek powodu „stanie na kołkach” i potem obciach.
- 22.04.2008r. godz. 10:23. Mozna przyjąć ten dzień za początki prac "fizycznych" przy armatce. Filip dzielnie trasuje to i owo.
- ręcznie powycinane płyty. Teraz należy powiercić otwory pod nity.
- tylne ucho holownicze w budowie
- no i gotowe do montarzu. Oryginalne ucho posiada jeszcze wprasowane panewki z brązu w widocznych otworach. W połczeniu z przodkiem armatka tworzyła "skrętny zestaw"
- zaczepy pod drągi pomiarowe.
- no i gotowe
- chwyty transportowe - nie dałem rady zagiąć rurki, trzeba było z kolanek rzeźbić
- elementy składowe repliki lufy - wykonane w firmie Allmetal w Sopocie
- gotowa - złożona na ciekły azot. obok leży oryginalna łuska od tych działek.
- walki z lemieszem ogona
- to była najgorsza robota - łączenie przednich płyt pancernych z ogonem.
- charaktersystyczne przednie płyty pancerne - kto wie dlaczego sa pofalowane :o) ?
- projektant, który opracował tą armatkę, chyba budował całe życie mosty...... .Żeby go ... !!!
- panewki łoża lufy - pasowanie "osiowości"
- a to będzie ............
- jażmo pod zespół celowniczy Rblf
- a to będą ..... kręciołki
- obudowa czy jak kto woli - kołyska lufy. troche zabawy - ale trzeba .
- lufa musi się swobodnie gibać - tak powinno być
- w oryginale bezpiecznik spustu - ja go wykorzystałem jak dodatkowe zabezpieczenie przez niekontrolowanym zamknięciem lufy - toć to jak gilotyna działa a i dzieci moga majstrować.
- kontorla solidności dźwigni otwierania lufy. Płyta pancerna - oczywiście musi byc demontowalna.
- dźwignia wspomagania podnoszenia lufy. Tu było trochę zabawy, bo trzeba było wspomóc pona 150 Kg.
- pod prawa korbą widać tłoczysko wspomagania. Wewnątrz, dopiero sprężyna od motocykla sprostała wadze.
- koła - wstepne przymiarki szprych do dzwonów
- szprycha po obróbce ręcznej
- pasowanie do dzwony
- nawet nieźle idzie
- teraz trzeba jakoś nałożyć obręcz ...... ale wszytsko trzeszczy...
- Rblf należy wykonac z radzieckiego PG-1. Poza malowanie, trzeba było kilka rzeczy "oszukać" - pozmieniać.
- prawie wszystko gotowe. Teraz RAL-7021 i do Muzeum !.
- Po malowaniu czas na przekazanie dla Muzeum Historycznego Miasta Gdańska
- łatwiej replikę transportować w częściach. Może nie waży 400 Kg ale napewno grubo ponad 250.
- po schodach - we trzech , ledowo - ledwo !. Tu podziekowania dla Tomka i Jacka !
- teraz należy złożyć wszystko w całość i zakonserwować
- replika jest tak zrobiona, że można ją rozebrać na części i złożyć tradycyjnymi narzędziami
- no i taki nie skromny gest - jestem dumny z tej pracy .
- debiut repliki na inscenizacji w Mława 2009, która miała miejsce 29.08.2009r. w Uniszkach Zawadzkich. Działko idealnie sie sprawdza jako np. stolik.
- a tu w akcji obok debiutującej repliki Sdkfz 13 ( na podwoziu Adlera ) - można żartobliwie rzec - też świeżo malowanej.
- pogoda nie była tego dnia po niczyjej stronie.
- no i niebywałe wyróżneinie dla repliki - gościć na okładce okolicznościowego DVD z Tej Inscenizacji







































